
Hałda odpadów ropopochodnych na terenach po Dozamecie w Nowej Soli od ponad 20 lat uznawana jest za jedną z największych bomb ekologicznych w regionie. Władze miasta rozpoczęły rozmowy z Narodowym Funduszem Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej, aby znaleźć sposób na rozwiązanie tego wieloletniego problemu
Hałda odpadów w Nowej Soli powstała ponad 20 lat temu
Niezabezpieczone składowisko o powierzchni około 1,6 hektara powstało w latach 2001–2005 na terenach byłego Dozametu w Nowej Soli. Trafiały tam odpady ropopochodne z różnych zakładów przemysłowych w Polsce.
Do miasta zwożono między innymi odpady z rafinerii w Czechowicach-Dziedzicach i Jedliczu, a także z zakładów azotowych w Tarnowie oraz z Orlenu w Płocku. Na składowisku magazynowano głównie kwaśne smoły.
Dalsza część artykułu pod materiałem wideo z News TV:
Kontrola wstrzymała działalność, ale odpady zostały
W 2005 roku po kontroli Wojewódzkiego Inspektoratu Ochrony Środowiska cofnięto firmie Pol-Eko-Tech zezwolenie na odzysk odpadów. Jednocześnie nakazano usunięcie zgromadzonego materiału.
Firma jednak nigdy tego nie zrobiła. Postępowania karne i egzekucyjne prowadzone przez Starostwo Powiatowe w Nowej Soli nie doprowadziły do rozwiązania problemu.
Od tego czasu ogromna hałda odpadów nadal znajduje się na terenie dawnego zakładu i od lat budzi obawy o stan środowiska.
Badania wykazały duże zanieczyszczenie
W 2023 roku przeprowadzono badania gruntu pod składowiskiem. Wykazały one znaczne przekroczenia substancji niebezpiecznych w dolnej warstwie gleby.
Analiza wód opadowych i roztopowych wykazała nawet kilkusetkrotnie wyższe stężenia wielopierścieniowych węglowodorów aromatycznych w porównaniu z wodami z okolicznych terenów.
Eksperci wskazują, że spływające z hałdy zanieczyszczenia mogą stanowić zagrożenie dla środowiska wodno-gruntowego, a także dla pobliskiej Czarnej Strugi i Odry.
Rozmowy w Narodowym Funduszu Ochrony Środowiska
W sprawie hałdy prezydent Nowej Soli Beata Kulczycka wraz z senatorem Wadimem Tyszkiewiczem spotkali się z władzami Narodowego Funduszu Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej.
Jak podkreśla prezydent miasta, rozmowy dały pewne nadzieje na znalezienie rozwiązania. Jedną z możliwości może być powołanie się na przepisy ustawy o odpadach dotyczące sytuacji zagrożenia życia i zdrowia.
Usunięcie odpadów może kosztować nawet kilkadziesiąt milionów
Według wstępnych szacunków transport i utylizacja zgromadzonych odpadów mogą kosztować około 20–30 milionów złotych. Wcześniej mówiło się nawet o kwocie przekraczającej 80 milionów.
Kluczową przeszkodą wciąż pozostają jednak skomplikowane kwestie własnościowe działek, na których znajduje się składowisko. Dopiero po ich uregulowaniu możliwe będzie złożenie wniosku o środki na likwidację tej ekologicznej bomby.
Przeczytaj też: Inteligentne przejście dla pieszych. System ostrzega kierowców (FILM)

