Wybuch paczki w Siecieborzycach. Czy tej tragedii można było uniknąć? (FILMY)

20 styczeń 2023
Autor: 
Wybuch paczki w Siecieborzycach. Czy tej tragedii można było uniknąć? Fot. Redakcja, zrzutka.pl, KWP GW

Wybuch w Siecieborzycach. Policja zatrzymała byłego partnera rannej Urszuli, 34-letniego Błażeja K, który już wcześniej znęcał się nad kobietą. Czy tej tragedii można było uniknąć?

Siecieborzyce to wieś położona w gminie Szprotawa. W poniedziałkowy poranek, 19 grudnia, doszło w niej do tragedii, która wstrząsnęła mieszkańcami województwa lubuskiego, ale i całej Polski. Tuż po godzinie 7:00 w domu jednorodzinnym położonym na obrzeżach miejscowości eksplodowała paczka zaadresowana do 31-letniej Urszuli. Paczka przypominająca przesyłkę kurierską, a właściwie bomba, która wcześniej została postawiona przed budynkiem.

Eksplozja nastąpiła w trakcie otwierania pakunku przez kobietę. Wybuch był na tyle silny, że zniszczył większość pomieszczenia, wyrwał drzwi z futryny oraz wybił okna. 31-letnia Urszula została bardzo ciężko ranna i trafiła do szpitala śmigłowcem Lotniczego Pogotowia Ratunkowego z Zielonej Góry. Z poważnymi obrażeniami do lecznicy trafiła też jej 7-letnia córka, która w chwili eksplozji znajdowała się najbliżej mamy oraz 2-letni syn. Przetransportowano tam też mamę 31-latki, która doznała szoku i miała podejrzenie zawału serca.


Poniżej relacja z miejsca zdarzenia (materiał z grudnia). Dalsza część artykułu pod wideo:


Wybuch paczki Siecieborzyce - zatrzymano podejrzanego

Prokuratura Okręgowa w Zielonej Górze poinformowała w czwartek, 19 stycznia, że w związku ze sprawą już 28 grudnia 2022 roku zarzuty usłyszał były partner kobiety, ale śledczy nie chcieli o tym informować ze względu na "dobro prowadzonych działań". Mowa tu o usiłowaniu zabójstwa wielu osób przy użyciu materiału wybuchowego, za które grozi nawet kara dożywotniego pozbawienia wolności.

Realizacja zatrzymania 34-letniego Błażeja K. została przeprowadzona 16 stycznia w rejonie polsko-niemieckiej granicy w okolicach Zgorzelca. Uczestniczyli w niej między innymi funkcjonariusze z Samodzielnego Pododdziału Kontrterrorystycznego Policji w Gorzowie Wielkopolskim oraz policjanci kryminalni i dochodzeniowo-śledczy. Obecnie mężczyzna został tymczasowo aresztowany.

Jak przekazała rzecznik Prokuratury Okręgowej w Zielonej Górze Ewa Antonowicz, mężczyzna składał wyjaśnienia, ale śledczy nie mogą ich ujawnić. Wskazują jednak, że w trakcie przesłuchania 34-latek zaznaczał, iż "nie skrzywdziłby swojego dziecka". Mowa tu o 2-letnim synku 31-letniej Urszuli. Wiadomo, że tydzień przed tragicznym zdarzeniem sąd ograniczył 34-latkowi władzę rodzicielską nad małoletnim. Być może była to okoliczność, która przyczyniła się do tego, iż mężczyzna podjął decyzję o podłożeniu paczki-bomby.

Błażej K. w 2022 roku był oskarżony o znęcanie nad kobietą. Sprawa przeleżała rok w sądzie

Ewa Antonowicz z zielonogórskiej prokuratury przekazała, że 34-latek był znany organom ścigania. Już wcześniej Prokuratura Rejonowa w Żaganiu wysłała do sądu akt oskarżenia, w którym 34-latek był oskarżony o przemoc fizyczną i psychiczną wobec byłej partnerki. Chodziło tu między innymi o uszkodzenie ciała 31-letniej Urszuli, ale obrażenia określono wówczas jako "poniżej 7 dni".

Akt oskarżenia został skierowany w styczniu 2022 roku. Sąd do tej pory nie przeprowadził jednak żadnej rozprawy, więc sprawa de facto przeleżała rok w "zamrażarce". Pierwsza miała się odbyć dopiero pod koniec stycznia 2023 roku.

Dlaczego sąd czekał z zajęciem się sprawą? Dziennikarze "Uwagi" TVN zwrócili się o to do prezesa sądu.

- Przyczyna takiego stanu rzeczy jest w zasadzie jedna: są to trudności kadrowe, z którym borykał się II Wydział Karny tutejszego sądu. Siłą rzeczy spowodowało to znacznie spiętrzenie i obciążenie pracą, i sędziowie nie byli w stanie nadawać sprawom sprawnego biegu. W odniesieniu do tej konkretnej sprawy, która dotyczy Błażeja K, żadne okoliczności nie wskazywały na to, żeby sprawa miała być rozpoznana z pominięciem kolejności wpływu. Oskarżony i pokrzywdzona nie mieszkali razem, wobec sprawcy nie były zastosowane żadne środki zapobiegawcze - wyjaśniał Michał Wołowicz, prezes Sądu Rejonowego w Żaganiu.

"Mamy ogromną tolerancję dla sprawców przemocy domowej"

O sprawę zapytaliśmy Anitę Kucharską-Dziedzic, posłankę Lewicy i jednocześnie prezeskę Lubuskiego Stowarzyszenia na Rzecz Kobiet Baba. Ta jednoznacznie wskazuje, że w Polsce nie ma skutecznej ochrony przed przemocą domową.


Poniżej rozmowa z Anitą Kucharską-Dziedzic. Dalsza część artykułu pod wideo:


- Tutaj są spore zaniedbania państwa. Dla państwa jest ważne, żeby się ofiary nie zgłaszały i nie żądały ścigania sprawców, aby było jak najmniej niebieskich kart czy natychmiastowych izolacji sprawców przemocy domowej. Najlepiej, aby osoby pokrzywdzone w ogóle się odczepiły od państwa i radziły sobie same. Kobiety radzą sobie same i wyprowadzają się, uciekają od sprawców, ale jak widać po tym przypadku, sprawcy ścigają je dalej. Uciekłaś, wyrwałaś się spod mojej władzy, to nie znaczy, że ja cię odpuszczę. Będę cię ścigał, aż cię zabiję. I temu to miało służyć - podkreśla.

Kucharska-Dziedzic zaznacza również, iż rok czekania na rozprawę to nie jest ewenement. - Osoby, które domagają się sprawiedliwości dla sprawców przemocy na sobie, czekają tak długo na wyroki. Mamy ogromną tolerancję dla sprawców przemocy domowej. Jak już się uda postawić taką osobę przed sądem, to wyroki są zwykle w zawieszeniu, dlatego sprawcy czują się bezkarni a ofiary bezradne - komentuje.

Najciężej ranna 31-letnia Urszula opuściła szpital

W środę, 18 stycznia, po praktycznie miesiącu czasu ze Szpitala Uniwersyteckiego w Zielonej Górze wypisana została 31-letnia Urszula. O jej życie, a później zdrowie walczyło łącznie kilkadziesiąt osób.

- Pani Urszula trafiła najpierw na Szpitalny Oddział Ratunkowy. Tam personel był już wcześniej uprzedzony, że taka pacjentka do nas leci, więc zdążyli dużo wcześniej skompletować tzw. zespół urazowy, który już de facto czekał na poszkodowaną. Od momentu, w którym do nas trafiła do momentu, w którym znalazła się na Centralnym Bloku Operacyjnym i przeszła pierwszy zabieg minęło 7 minut. Wśród tych, którzy ratowali zdrowie i życie pani Urszuli, należy wymienić między innymi okulistów, chirurgów, ortopedów, psychologów, diagnostów oraz personel pielęgniarski - podkreśla Sylwia Malcher-Nowak, rzecznik szpitala w Zielonej Górze.

Przeczytaj też: Alpiniści dla WOŚP w Zielonej Górze. W strojach superbohaterów umyli okna w Centrum Zdrowia Matki i Dziecka (FILM, ZDJĘCIA)


NL LOGO Z LINIAJesteś w centrum wydarzeń? Zrobiłeś zdjęcie lub nagrałeś film? Wyślij to do nas na #dodajto lub Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript.


Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść ogłoszeń ani nie zwraca materiałów niezamówionych. Zastrzegamy sobie prawo skracania i adiustacji tekstów oraz ich tytułów.

Na podstawie art. 25 ust.1 pkt 1b prawa autorskiego, wydawca wyraźnie zastrzega, iż dalsze rozpowszechnianie materiałów opublikowanych na portalu internetowym "NewsLubuski.pl" jest zabronione.

Jeżeli widzisz błąd na stronie, napisz do redakcji: NewsLubuski

Właścicielem portalu NewsLubuski.pl jest firma vGs

 

Top

stat4u