Batumi to jedno z tych miast, które albo się pokocha, albo długo będzie się próbowało zrozumieć. Nowoczesne, kolorowe, momentami chaotyczne – a jednocześnie pełne historii i zaskakujących obrazów. Nasza podróż do stolicy Adżarii zaczęła się jednak od zderzenia z rzeczywistością, które mogło skutecznie popsuć pierwsze wrażenie.
Najgorszy apartament na świecie?
Do Gruzji przyleciałyśmy na lotnisko w Kutaisi. Już stamtąd ruszyłyśmy w stronę Batumi. Niestety, początek pobytu okazał się wyjątkowo nieudany. Apartament, który miałyśmy zarezerwowany w pakiecie z biletem lotniczym, na miejscu wyglądał zupełnie inaczej niż na zdjęciach. Brud, intensywny zapach środków czystości, który bardziej przypominał próbę ukrycia problemu niż sprzątanie, i warunki nie do zaakceptowania. Decyzja była szybka – zostawiamy to miejsce i szukamy noclegu na własną rękę.
Na szczęście Batumi dało nam drugą szansę. Udało się znaleźć czysty, normalny apartament i wreszcie można było zacząć zwiedzanie.
Bulwar nad Morzem Czarnym – siedem kilometrów spaceru
Nasz apartament znajdował się mniej więcej w połowie słynnego batumskiego bulwaru, który ciągnie się na długości ponad siedmiu kilometrów wzdłuż Morza Czarnego. Ruszyłyśmy pieszo w stronę ścisłego centrum miasta.
Byłyśmy w Batumi w listopadzie, co okazało się ogromnym plusem. Bez tłumów, bez hałasu, bez sezonowego chaosu. Spacer był spokojny, a przez większość drogi towarzyszyły nam… bezpańskie psy, których w Batumi jest naprawdę dużo. Zwierzęta są oswojone z ludźmi i raczej niegroźne, ale dla wielu turystów mogą być zaskoczeniem.
Miasto kontrastów
Już od pierwszych minut Batumi uderza kontrastami. Z jednej strony nowoczesne, szklane wieżowce, luksusowe hotele i futurystyczna architektura. Z drugiej – stare, niszczejące budynki i zabytki oszpecone chaotycznymi nadbudówkami, dobudowanymi bez większego planu. Piękno miesza się tu z brzydotą, a porządek z totalnym improwizowaniem.
Jednym z bardziej charakterystycznych punktów przy bulwarze jest Batumi Octopus – futurystyczna konstrukcja przypominająca ośmiornicę. W sezonie działa tu kawiarnia, poza sezonem przyciąga uwagę intensywnymi kolorami i nietypowym kształtem.
Gruzińskie śniadanie – chaczapuri za kilka lari
Skoro Gruzja, to nie mogło zabraknąć jedzenia. Na śniadanie wybrałyśmy najbardziej klasyczne danie kuchni gruzińskiej – chaczapuri, kupione w okolicach uniwersytetu. Cena? Około 2–3 lari, czyli typowo „studencka”. Smaczne, bardzo sycące, ale zdecydowanie kaloryczne. Tłuszcze, węglowodany i ser – idealne paliwo na dalsze zwiedzanie.
Park Cudów, Plac Europejski i symbole Batumi
Mijając ogród japoński, zeszłyśmy na plażę. W Batumi nie ma złotego piasku – plaże są głównie kamieniste. Brzegiem morza dotarłyśmy do jednego z najbardziej rozpoznawalnych miejsc w mieście – Parku Cudów. To tutaj znajdują się Wieża Alfabetu, pomnik Ali i Nino oraz zabytkowa latarnia morska z 1882 roku.
Kolejnym punktem był Plac Europejski – serce Batumi. W jego okolicy uwagę przyciąga Batumi Tower, jeden z najwyższych budynków w Gruzji, wyróżniający się wbudowanym w górne piętra złotym diabelskim młynem. Tuż obok znajduje się Zegar Astronomiczny oraz pomnik Medei trzymającej złote runo – symbol chwały i kulturowego dziedzictwa starożytnej Kolchidy.
Batumi z góry – kolejka Argo
Po krótkiej przerwie na kawę i baklawę dotarłyśmy na Batumi Piazza – plac inspirowany włoskimi rynkami, z jedną z największych mozaikowych posadzek w Europie. Stąd ruszyłyśmy kolejką linową Argo, która w 15 minut wwozi turystów na górę Anuria, 256 metrów nad poziomem morza.
Widok z tarasu widokowego robi ogromne wrażenie, szczególnie o zachodzie słońca. Panorama miasta, Morze Czarne i nowoczesna linia wieżowców pokazują Batumi z zupełnie innej, spokojniejszej strony.
Miłość, alfabet i wieczorny spacer
Wracając do Parku Cudów, zatrzymałyśmy się przy Wieży Alfabetu – konstrukcji przypominającej podwójną helisę DNA, na której umieszczono 33 litery unikalnego alfabetu gruzińskiego. Wjazd na taras widokowy i do obrotowej restauracji kosztuje 20 lari.
Najbardziej emocjonalnym punktem okazał się jednak pomnik Ali i Nino – dwie ośmiometrowe figury, które co kilka minut zbliżają się do siebie, przenikają i oddalają, symbolizując tragiczną historię miłości muzułmanina i chrześcijanki.
Dzień zakończyłyśmy spokojnym spacerem w stronę apartamentu, mijając tańczące fontanny, Teatr Letni i kolumnadę. Batumi zmęczyło, zaskoczyło i jednocześnie zachwyciło.
To miasto, które nie jest łatwe – ale właśnie dlatego trudno przejść obok niego obojętnie.
Czytaj także: Kutaisi za grosze. Tani lot z Katowic i kierowca, który załatwił wszystko

